Przewodnik po Biebrzańskim Parku Narodowym – o mnie

Mam na imię Tadeusz. Mieszkam od urodzenia w Dolistowie nad Biebrzą. To już prawie 60 lat, a od 16 lat jestem także licencjonowanym przewodnikiem po Biebrzańskim Parku Narodowym i woj. podlaskim. Od roku 2012 prowadzę firmę „Nad Biebrzą”.

Moje dzieciństwo i lata młodości upłynęły wśród nadbiebrzańskich pól i łąk. Zawsze kochałem przyrodę i interesowałem się historią. Po ukończeniu Technikum Rolniczego zacząłem prowadzić gospodarstwo rolne. Raz powodziło się lepiej, raz gorzej, jak to w gospodarstwie. Na utrzymanie rodziny zawsze jakoś starczało.

Cały czas jednak myślałem o czymś, co połączyłoby moją biebrzańską pasję i kontakt z ludźmi z różnych stron Polski i nie tylko. Moim ulubionym miejscem na spędzanie wolnego czasu był i jest do dzisiaj most na Biebrzy w Dolistowie. To tam spędzałem z kolegami i koleżankami wakacyjne wieczory i nie tylko. To na tym moście zakwitła niejedna wakacyjna miłość i pewnie niejedna się skończyła.

Przygoda z Biebrzą na własnym przykładzie

W dorosłym życiu w wolnej chwili lubiłem – i nadal lubię – pojechać rowerem na most, usiąść na poręczy, obserwować i chwilę zapomnieć się w rozmyślaniach. Ponad 20 lat temu zaobserwowałem wzmożony ruch nad Biebrzą. Nie tylko w sobotę czy niedzielę, ale też i w dni powszednie widać było samochody z rejestracjami nie tylko z całej Polski, ale i Europy. Przeważnie byli to turyści z Niemiec i Holandii.

Często też przemykali w mniejszych i większych grupach rowerzyści. Wszyscy z lornetkami, lunetami, wysokiej klasy aparatami fotograficznymi, ubrani w wodery i odzież maskującą. Czegóż oni tutaj szukają? Miejscowym teren „za rzeką” kojarzył się wyłącznie z ciężką pracą: koszenie i grabienie, czyli sianowanie. Muchy, bąki, tudzież inne robactwo wcale nie były sprzymierzeńcami tej znojnej pracy.

Patrzyłem i kombinowałem. Myślałem raz i drugi, a może i dziesiąty. O kurczę! Przecież ci ludzie interesują się przyrodą tak samo, jak ja! Przecież ja jestem stąd, znam teren jak własną kieszeń, czytać też umiem (gdyby trzeba było poszerzyć wiedzę), potrafię pokazać to, o czym turyści nie przeczytają w żadnym przewodniku. Wszelkie dawne prace gospodarskie nie są mi obce. Dlaczego nie mógłbym pokazać jak się klepie kosę, czy nawet nauczyć kosić, młócić cepem, piłować deski piłą tracką, obrabiać len czy zademonstrować stare narzędzia, których trochę zostało w gospodarstwie.

I tak mijały wieczory okraszone przysłowiowym drapaniem się po głowie, rozmowy z rodziną. Tak dojrzewała decyzja o zajęciu się turystyką na poważnie. Wielu ludzi mówi o mnie, że jestem człowiekiem kontaktowym i postanowiłem to wykorzystać. Pewnego wiosennego, późnego popołudnia pojechałem jak zwykle na most z nadzieją wypatrzenia łosia – króla tych terenów.

Zanim zdążyłem zsiąść z roweru zauważyłem, że jest daleko pod brzezinką, ale i na dodatek ładnie ustawił się bokiem. Na moście byli też turyści, ale obserwowali inny fragment łąk. Zwyczajowe „dzień dobry” i od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać na przeróżne tematy. Gdy pokazałem im łosia, byli zachwyceni. Trudno było im uwierzyć, że tak szybko i to bez lornetki wypatrzyłem tego olbrzyma.

Okazało się, że goście przyjechali aż z dalekiego Śląska, aby pooddychać biebrzańskim powietrzem, nasycić oczy rozlewiskami, kaczeńcami, ptakami i budzącym się życiem nad Biebrzą. Przyjechali – jak to mawiają młodzi ludzie – „na wariata”, bez zapewnionego noclegu, wyżywienia, itp. Co mogłem, to podpowiedziałem. Umówiliśmy się za 2 dni na następne spotkanie, ale już w naszym gospodarstwie. To właśnie ci nieznajomi zmotywowali mnie do tego, że zająłem się turystyką. Złożyło się całkiem szczęśliwie, że w 2001 roku udało mi się zdać egzamin na przewodnika terenowego po Biebrzańskim Parku Narodowym, a kilka lat później uzyskałem też licencję na całe woj. podlaskie.

W 2012 roku założyłem własną firmę turystyczną. W ramach tej działalności zajmuję się szeroko pojętą turystyką tego regionu. Oprócz przewodnictwa zajmuję się wypożyczaniem kajaków, organizacją spływów tratwami, lot balonem, a dla grup kameralnych zapewniam noclegi w naszym gospodarstwie agroturystycznym. Większym grupom pomagam w zakwaterowaniu w zaprzyjaźnionych ośrodkach.

Nad Biebrzą oprowadzam także wycieczki szkolne, turystów indywidualnych i wycieczki z biur podróży. Preferuję wycieczki po całym Biebrzańskim Parku Narodowym, posiadam licencję na wjazd za szlaban na słynnym Czerwonym Bagnie. Podlasie to też szlak ginących zawodów: kowal, garncarz, łyżkarz, tkaczki, itd. Dla chętnych przybliżam je na specjalnej wycieczce. Można ze mną odwiedzić też polskich Tatarów, wyznawców prawosławia, a nawet staroobrzędowców. W ramach takiej wycieczki obejrzysz kościół katolicki, cerkiew, meczet, molennę, a nawet synagogę.

Potrafię zorganizować wszystko: od noclegu i jedzenia, po fajne i pożyteczne spędzenie czasu w miejscu, o jakim Wam się nie śniło.

Chcesz miło i ciekawie spędzić czas? Skontaktuj się ze mną, chętnie podzielę się doświadczeniem i wiedzą:

Tadeusz Daniłko

e-mail: t.danilko@gmail.com

tel.: 698 471 576

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s